Posty dodaję bardzo niesporadycznie. Jestem zbyt leniwa, żeby się reklamować, więc nie sądzę aby tu zebrał się jakiś wielki tłum, ale jeśli jakiś cudem się to stanie, może założę fanpage na Facebooku, dzięki któremu będziecie informowani o każdym poście.
Nie będę płakać ani popadać w depresję jeśli to zignorujecie, ale miło by było, gdybyście zostawiali po sobie jakieś ślady.
A teraz przechodzimy do konkretów:
Na pierwszy ogień, w dziale: "Szok pourazowy" idzie Kyoukai no Kanata.
Najpierw parę słów co do działu - jak sama nazwa wskazuje, będę tam zamieszczać swoje przemyślenia tuż po obejrzeniu ostatniego odcinka jakiegoś tam anime. Będzie to raczej coś krótszego - przed napisaniem pełnej recenzji trzeba się nieco przespać z emocjami, wywołanymi przez zakończenie. (UWAGA - BĘDĄ SPOILERY W CAŁYM POŚCIE. JEŚLI NIE OGLĄDAŁEŚ-NIE CZYTAJ. MOŻE CI TO ZEPSUĆ ANIME!)
Anime oglądam bardzo wolno, więc ten dział nie będzie jakoś specjalnie ruchliwy. Koniec przedmowy.
Kyoukai no Kanata... Według mojego MALa (My Anime List) zaczęłam to oglądać 21 grudnia (2015 roku, dla pewności lepiej dopiszę). Dlaczego tak długo mi to zajęło? Otóż anime ma dość niezłe wady, które pomimo mojej całej sympatii dla tego anime nie umiem zignorować. Ale to już dłuższa historia, którą wolałabym umieścić w pełnej recenzji.
Powiem tak - spodziewałam się zdecydowanie czegoś innego po tym tytule. Znaczy, mówię teraz na razie tylko o zakończeniu. Mam bardzo mieszane uczucia, jedne rzeczy mnie urzekły, a inne... No cóż - mówiąc że jestem wściekła, to spory niedomówienie.
Może najpierw minusy:
1. Kompletny nieogar co tam się dzieje. Trwał on już od któregoś momentu w poprzednim odcinku i miałam nadzieję, że tutaj wszystko się wyjaśni. Ale po co wyjaśniać, jak można jeszcze bardziej pokręcić? Możliwe, że niektóre rzeczy po prostu nie zrozumiałam (a powinnam), bo tak dość często mi się zdarza, ale z tego co czytałam w internetach, nie byłam w niektórych kwestiach sama. Moje główne wątpliwości:
a) O co chodziło z tym światem na górze? Mirai zniknęła, ratując w 8 czy 9 odcinku swojego senpaia, a tu nagle bum! Jest na górze, do której można dotrzeć (pacz. nie tylko Akkey, ale też Ayaka i Ai dosłownie uniosły się do góry). Jakim cudem ona się tam znalazła? Co to było? Wnętrze tej zjawy?
b) Gadanie Akkeya do swojej pięści. I to zatrzymanie jej swoją dłonią (a właśnie! Pacz. następny podpunkt). Mam rozumieć, że powstrzymał samego siebie, tak? Nie? Kompletnie tego nie zrozumiałam.
c) Nagły power-up Akkeya. Dotąd jego jedynym skillem była jego nieśmiertelność (poza momentami, kiedy miała jakieś bugi). A tu nagle wyciągnął rękę i co? Zgniła mu i dała moc - few-punch. Znaczy - może już walczyć na równi z Mirai. Po prostu jeden wielki wtf, skąd to, czemu teraz, jakim cudem i tak dalej. Nie zapominajmy o tym, że ja bym chyba się zesrała na miejscu, gdyby moja ręka nagle stała się cała zgniło-zielona.
d) Ya(y)oistyczna matka Akkeya. Ok, już chyba w 2 odcinku dowiedzieliśmy się, że jest... Dość oryginalną rodzicielką, ale niech ktoś mi powie - co ona robiła w końcówce i po co się pojawiła? Ok, powiedziała synkowi, że może iść do gadającej kupy mięcha w okularach, pomachała tyłkiem, zarzuciła żenującymi tekstami ale w sumie równie dobrze mogłaby to chyba zrobić Izumi, prawda? Też tam przyszła, tylko że chwilę później. A potem, jak walczyli ze złym pinglarzem (okulary zła :3 ) to już jej nie było. Mam nadzieję, że nie zmęczył ją ten niekończący się czas antenowy.
e) Zakończenie. No i głównie wszystko z tagiem: "Mirai" bądź "Kuriyama-san". Znaczy, jest jeszcze sporo kwestii, głównie co do paru postaci, które nie nazywają Kuriyama, bądź Akkey, które chcę poruszyć w innych punktach. Do samego zakończenia też jeszcze wrócę (zostawiam je sobie na deser :3 ) ale chciałam dać tutaj taki przedsmak. Nie zrozumiałam czemu Kuriyama musiała zniknąć, ani tym bardziej czemu jednak ostatecznie nie znikła. Zdecydowanie coś tutaj chyba poszło nie tak.
2. Ayaka i Ai (feat. Sakura - dziecko, którego serdecznie nienawidzę). O co chodził? Pomijając fakt, że 2 na 3 osoby wymienione w tym punkcie zostały stworzone na potrzeby anime, to głównie biega mi o moment w świecie na górze, kiedy pojawia się Ayaka z Ai w formie Youmu i im pomagają w walce. Przenosimy się na chwilę do studia na dole, a kiedy wracamy - bum! Nie ma ich. Nie pokazali jak wróciły na ziemię, ani nic. Może Mirai i Akkey je też zabili. Albo poszły sobie, po Top Youmu się zaczynał właśnie na tv-enie. Już i tak cud, że pokazali te parę sekund jak im pomogły i nawet któreś z naszych głównych bohaterów je poznały. Mogło być gorzej, nie?
Mogło. W czymś w rodzaju epilogu są wszyscy pokazani w scenie pt. "Jak wszyscy zajebiście sobie radzą bez Mirai i Izumi". Na jakieś parę sekund pokazana jest Ayaka, rozmawiająca z Ninomiyą, targującą się o ceny, ale ja nie o tym chciałam (zresztą trwało to tak krótko, że chyba nic więcej nie mogę o tym powiedzieć). Przebiega obok Ai i wybiega z domu do Sakury. Zastępcza przyjaciółka? Tak od razu? Ogólnie, według mnie to dziwne dziecko powinno sobie iść gdzieś daleko po tamtym fillerowym odcinku. Nic praktycznie nie wprowadziła potem, a tylko mnie irytowała (zwłaszcza w scenie z Yayoi. Może w Japonii jest inaczej, ale to dziecko ma chyba coś ze sobą, skoro kopie starszą kobietę, którą widzi pierwszy raz w życiu, która chce im akurat pomóc. Nie, wcale mnie to nie rozbawiło, jeśli miało mieć taki cel). Tutaj dalej chodzi do szkoły, niezbyt przejęta tym, że Mirai poszła weg i nagle się zakumplowała z Ai, mimo że wcześniej nie miały ze sobą prawie kontaktu (w końcu kiedy fillery się skończyły, Sakura została osobistym sidekickiem Kuriyamy).
Do tego zero info co do tych dwóch - tylko tyle, że wróciły do domu (nie widzę powodu, żeby miały nie wracać w sumie, w końcu przecież każdy, poza Mirai(?) i Izumi, wrócił do domu)
3. Izumi. Mogę to nazwać tylko tak. Postać przez 11 odcinków robi za tło. Do tego tło z rozdwojeniem zamiarów. Pod koniec nawet bardzo polubiłam to "tło", które mimo zawrotnego czasu antenowego, wskoczyła na miejsce mojej ulubionej postaci kobiecej z tego anime. Co się nagle dowiadujemy? Że ma w sobie youmu. Super. Nic nie było pokazane wcześniej a pro po tego, nic co miało nas na to nakierować. Takie po prostu z dupy wyjęte - uwaga, Izumi ma demona. Do tego pewnie wielki szok Hiromiego. Izumi posyła rozgadanego pinlgarza do diabła, po czym mówi coś w stylu, że to skomplikowane i znika. Dead? Missing? Nie, wiemy tylko, że ma youmu w sobie. Ani słowa skąd. Gdzieś coś czytałam, że niby lepiej obejrzeć któryś film, to może coś tam o tym będzie, no ale ludzie - czy to nie powinni dać w anime? Zamiast powodującej raka gęby Sakury trzeba było poświęcić czas w anime na to! Jakieś mini wyjaśnienie, retrospekcja, czy coś. Nie czytałam light novel, nie wiem jak tam było i (czy) będzie, ale skoro nie zrobili 2 sezonu, mogliby chociaż pofillerowsku to wyjaśnić. Chociaż odrobinę. A jak nie youmu, to jej ucieczkę. Jedyne co w tym wszystkim było dobrego, to chyba krzyk Hiromiego jak ją zastąpił jako głowy rodziny Naze. Przynajmniej jedna osoba jeszcze się przejęła tym wszystkim.4. Pan złe okulary (PS. Ciekawa jestem, czy to przypadek, że nie spotkał się nigdy z Akkeyem bezpośrednio?). Skąd się wziął? Po co? Dlaczego na początku anime wyglądało na to, że coś co nieco współpracował z Izumi? Zginął? Skąd wiedział, że Izumi ma w sobie Youmu? Rozumiem, że każde anime musi mieć "tego złego" no ale jak nie mieli kogo wstawić, zawsze można było wyjaśniać w paru słowach o co chodzi no. Ten facet tutaj miał jeden cel - grać tego złego. W okularach, na przekór fetyszowi Akkeya, of course.
5. Koniec. Mirai znika. Na początku wygląda to, jakby przez ruch. Nie może podejść do swojego senpaia, prosi go żeby sam zrobił parę dziwnych rzeczy (ten się nawet nie zawaha) każe mu podziękować (a to nie ona powinna to zrobić?!) po czym i tak znika. Żeby zasady logiki nie pozostały niezłamane, pierścionek nie znika. Akkey go łapie i razem cudownie spadają spowrotem do świata tego na dole. Chyba wyrosły mu skrzydła, skoro potem był jeszcze w jednym kawałku, do tego z tym pierścionkiem.
Jest epilog, Nie ma okularnicy ani Izumi, a wszyscy jakoś żyją. Nawet Akkey. Jest zadowolony - ma okulary, więc nie potrzebuje tej jej dziwnej, głośnej gęby. No i ten pierścionek. Chyba śpi z nim.
Nagle jest na zewnątrz szkoły i pierścionek znika mu z ręki. Nie mam pojęcia, czy to jego popieprzona wyobraźnia, czy ten pierścionek podczas znikania coś powiedział do ucha, czy biega codziennie o tej samej porze na dach szkoły, czy może po prostu naciągany pomysł twórców - stawiam na to ostatnie. Po prostu mija wszystkich (którzy robią miny, jakby go pierwszy raz widzieli) i leci na łeb, na szyję na dach. Że niby to samo, co w pierwszym odcinku. I ona tam jest. Nie ma żadnego wielkiego powitania, łez, zaprzeczenia, euforii - pada gadka o okularach. To już nawet Jaś Fasola jest bardziej romantyczny. Potem następuje koniec.
Kompletnie nie zrozumiałam, czemu różowowłosa zniknęła, a tym bardziej czemu i jakim cudem wróciła. Jest happy-end na siłę. No niestety.
No dobra, to teraz parę dobrych stron!
1. Walki, Podobały mi się. No, poza tą ręką z dupy Akkeya. Bardzo podobało mi się jak Izumi badassko wymachuje tą swoją laską, czy co to jest. No i oczywiście miesiączkowy miecz Mirai. Nie jestem ekspertem w walkach, obejrzałam parę walk w tasiemcach i tyle, a tu mi się akurat podobały. Tak jakoś.2. Muzyka. Zwłaszcza pod koniec, kiedy endning puścili nie w endingu (jakkolwiek to zabrzmiało xD). Zakochałam się w tej nucie od samego wejrzenia i mimo tych wszystkich złych złów co do zakończenia, podobało mi się, że podłożyli tam muzykę endingową. Szkoda tylko, że openingu nie było. Jego też pokochałam.
3. Rozszerzenie postaci Izumi. Lepiej późno niż wcale. Zrobili to do dupy, ale coś zrobili. Jednak jest już nie tylko tłem - jest niedokończonym tłem. I ma w sobie youmu.
4. Zakończenie. Wiem, że te wszystkie wyżej punkty wychodzą licho na tle minusów (starałam się, ale te dobre łatwiej mi jakoś wyciągnąć z poprzednich odcinków a nie z ostatniego), a na domiar złego jeszcze ten ostatni zatytułowałam tak samo, jak ostatni minus. Dlaczego? Ponieważ, mimo tego, że był to wymuszony happpy-end, w głębi duszy cieszyłam się jednak, że Mirai żyje. Jest to kompletnie nielogiczne i nieco dziecinne, ale nie chciałam aby zniknęła. Byłby piękny, wartościowy koniec serii, ale byłoby też złamane serducho. No i ta nadzieja, że jednak Kuriyama się w ostatnich sekundach pojawi. Nie mogę na ten zabieg jedynie narzekać, skoro chciałam, żeby nie skończyło się tak smętnie. Do tego podejrzewam, że tak właśnie było w light novel, które trwało dalej (? ktoś czytał aby potwierdzić moje przypuszczenia?) i stąd takie zakończenie. Byłoby dobre, gdyby mieli w planach (bardzo możliwych planach) zrobić też sezon 2. Ale wyszło, jak wyszło, to tylko moje przypuszczenia i na tym chyba zakończę pierwszy na tym blogu szok pourazowy.
Po bardzo głębokim namyśle zdecydowałam się dać anime na MALu ocenę 7. Mimo tych paru moe odcinków, Sakury i zakończenia, bardzo to anime mi się spodobało. Gdyby poprawić tę parę wad, co wymieniłam wcześniej, mogłoby to być bardzo dobre (jak na mój gust) anime.
I to chyba na tyle. Jeśli macie zupełnie odmienne zdanie, chcecie wyjaśnić mojej nieogarniętej osobie parę rzeczy, które nie zrozumiałam, czy po prostu podzielić się własnymi wrażeniami, zapraszam ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz